środa, 17 lutego 2016

Onysk w operze.

   Kilka dni temu miałam okazję brać udział w spektaklu "Upiór w Operze". Większości osób ten tytuł kojarzy się z piosenką z mrocznym organowym motywem z musicalu A. Lloyd Webbera, jednak w sztuce, którą graliśmy brzmiała zupełnie inna muzyka. Niewiele osób wie, że istnieje inny musical oparty na powieści Gastona Leroux, autorstwa Maury'ego Yestona i Arthura Kopita. 
Muzyka Yestona jest zupełnie inna niż ta z dzieła Webbera. Orkiestracja, jest zdecydowanie klasyczna, nie ma tu elektrycznych gitar, czy rockowej perkusji, za to są śpiewne partie solowe skrzypiec, fletu czy rożka angielskiego. Motyw oznajmujący pojawienie się upiora powierzony jest "grzmiącym" instrumentom blaszanym. Melodyka nasuwa skojarzenia z ścieżkami dźwiękowymi z filmów Disneya. W musicalu można odnaleźć wiele pięknych melodii. Moje ulubione to duet Cristine i Eryka "You are music" i "Home".
  Nie tylko muzyka różni musicale, można nawet śmiało powiedzieć, że historie różnią się i to nie tylko w szczegółach. Treść sztuki skupiona jest bardziej wokół szkolenia samorodnego talentu Cristine. Pominięty prawie zupełnie został wątek miłosny Crisine i hrabiego de Chandon. Zupełnie inaczej też przedstawiają się relacje rodzinne Eryka, którym poświęcono wiele uwagi.
Każdy kto zna musical A. Lloyd Webbera śmiało może wybrać się zobaczyć tę mniej znaną wersję "Phantoma" i na pewno się nie zanudzi. 
   Na okazję grania tego spektaklu postanowiłam założyć wisior uszyty specjalnie na tę okazję. W centrum zawieszki znalazła się duża kropla onyksu, otoczona pasmem cyrkonii i koralikami Toho w srebrnym i czarnym kolorze. Myślę, że żadna dama nie wstydziłaby się go założyć do opery Garnier ;)


sobota, 13 lutego 2016

Bransoletki do kompletu.

   Ostatnio znów chwyciłam za szydełko i wydziergałam dwie bransoletki. Początkowo miała być tylko jedna z turkusową spiralką i melanżem w odcieniach brązu i beżu, ale tak spodobał mi się "wzór" z chaotycznie rozłożonych kolorów, że postanowiłam wykonać jeszcze jedną, tym razem z turkusowymi koralikami w przypadkowym układzie.


   Bransoletki zakończone czapeczkami w kolorze starej miedzi. Jedna zapinana na karabińczyk, druga - zapięcie typu toggle. 



   Bransoletki można nosić jako komplet lub osobno.


środa, 27 stycznia 2016

Czemu muzycy siedzą w kanale, czyli trochę o emocjach.

   Niespełna miesiąc temu Teatr Muzyczny, po trzech latach "tułaczki", wynikającej z remontu siedziby, wrócił do swojego dawnego lokum, a orkiestra do specjalnie wydzielonego dla niej pomieszczenia pod sceną czyli orkiestronu, popularnie nazywanego kanałem.
    W związku z tym, że do tej pory graliśmy zwykle w salach nieprzystosowanych do wystawiania spektakli muzycznych, orkiestrę lokowano w różnych miejscach: na scenie, przed sceną, obok sceny.... Miało to niewątpliwie swoje plusy, jak choćby to, że niewidoczni w orkiestronie artyści, mogli się w końcu zaprezentować widzom, a sami muzycy mogli chociaż częściowo obserwować rozgrywający się na scenie spektakl. Rodziło to też trudności - wierzcie mi, zdarzało się przegapić swoje wejście przez to patrzenie na aktorów i śpiewaków. Niewątpliwie jednak największym dla mnie problemem było emocjonalne przeżywanie wystawianych sztuk. Trudno nie "pękać ze śmiechu" na parodii sceny łóżkowej w Machiavellim, czy powstrzymać się od łez gdy Tewie ze Skrzypka na dachu wyrzeka się ukochanej córki. Musiałam bardzo starać się, by ukryć te uczucia, bo to jakoś tak nie wypada, by muzyk w orkiestrze bawił się czy wzruszał. Tak jawne okazywanie emocji zarezerwowane jest przecież tylko dla widza.  

Źródło: fanpage TM
foto: Piotr Jaruga



   W zeszły weekend wystawiany był Skrzypek na dachu, po raz pierwszy na nowej/starej scenie. Tewie zaśpiewał "Kwiatku mój" jak zwykle pięknie i rzewnie. Łamiącym serce głosem odrzucił swą córkę Chawę, ale ja po raz pierwszy od trzech lat nie płakałam. 
   Kanał, poza tym, że usytuowany jest tak, by odbiór muzyki dla śpiewaków, a dla widzów również wizji był jak najbardziej optymalny, niewątpliwie pełni jeszcze jedną rolę - nie pozwala muzykom zbyt mocno zaangażować się emocjonalnie w opowiadaną na scenie historię, bo jak się nie widzi, nie wszystko dokładnie słyszy, to i czuje się mniej.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Muzyka u Serafina

   We wrześniu sklep Royal Stone ogłosił na Facebooku konkurs na najlepszy komentarz na temat: "Za co uwielbiam moją pracę". Na fotografii informującej o zabawie, ktoś malował  paznokcie, więc mój komentarz brzmiał tak: Niestety malować paznokci w pracy nie mogę, bo ciągle mną dyrygują. No cóż.... takie życie muzyka orkiestrowego. Uwielbiam moją pracę za to, że grając swoją partię uczestniczę w odtwarzaniu dzieł muzyki klasycznej i rozrywkowej, za to, że przez muzykę mogę przekazać całą gamę emocji - radość, smutek, złość, tęsknotę, miłość. Uwielbiam gdy widzę poruszenie wśród słuchającej nas publiczności i gdy za dobre wykonanie nagradza nas oklaskami. Uwielbiam moją pracę za to, że znaną mi muzykę poznaję od nowej, zupełnie innej strony i za to, że mogę się nią delektować. Cudowne jest też to, że pracuję z wspaniałymi, wrażliwymi na piękno ludźmi, z którymi mogę dzielić pasję.
   Jury doceniło moją odpowiedź i nagrodziło mnie pięknym kaboszonem serafinitu i dwiema kroplami zielonego ametystu. 


żródło: fanpage royal stone
   Muszę przyznać, że to co napisałam nie do końca oddaje to, co w mojej pracy uwielbiam najbardziej, bo ogromnie trudno jest mi wyrazić słowami moje uwielbienie do muzyki. Potrafię się w niej zatracić tak, że grając w  orkiestrze przestaję słyszeć  poszczególne instrumenty, dźwięk zlewa się w jedno, doskonałe brzmienie niosące ogrom emocji. I cieszę się, że mogę w tym uczestniczyć :)

fot. jacewski.pl źródło: fanpage teatr muzyczny w Lublinie

      Zawód muzyka nie należy do najłatwiejszych profesji. Za każdym występem stoi kilkanaście lat nauki i wiele godzin prób i ćwiczeń, bo edukacja muzyka nie kończy się na studiach, dobry muzyk musi doskonalić się cały czas, musi utrzymywać stałą wysoką formę. Trzeba być niemal ciągle dyspozycyjnym i gotowym do występu, bo konkurencja jest duża, a miejsc pracy niewiele. Na dodatek nie można liczyć na dorobienie się na graniu - powszechnie jest wiadome, że kultura jest najsłabiej opłacaną branżą w Polsce.  Są to powody, dla których wiele zdolnych osób nie decyduje się na zawodowe granie. Ale ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym zajmować się czymś innym.
   
   Niedawno minęło trzy lata odkąd rozpoczęłam swoją pracę w Teatrze Muzycznym. Z tej okazji postanowiłam zrobić sobie wisior z otrzymanego od Royal Stone serafinitu.


   Do obszycia kamienia użyłam koralików Toho Round 11/0 i 15/0 w kolorach Silver Lined Frosted Black Diamond, Inside Color Rainbow Crystal - Gray Lined oraz Toho Cube 1,5 mm w kolorze Metallic Hematite.





Emotikon wink
 

sobota, 12 grudnia 2015

Chwosty

   Jakiś czas temu wpadł mi do głowy pomysł na biżuterię z chwostami. Przeszukałam pasmanterie i sklepy z półfabrykatami, ale bez skutku -  w sprzedaży były tylko duże chwosty do firan albo takie z rzemieni, a mi nie o to chodziło. Spróbowałam sama zrobić chwościki z muliny, ale nie byłam z nich dostatecznie zadowolona, aby użyć ich w którejś z prac. A potem zrobiła się moda na chwosty - zaczęły pojawiać się wisiory, kolczyki, ubrania i dodatki z fantazyjnymi zwisami. Nagle też asortyment sklepów powiększył się o różne produkty tego typu.
   Postanowiłam więc zrealizować mój plan sprzed kilku miesięcy - kupiłam długie wiskozowe chwosty i połączyłam je z kolczykami z sutaszu.


   W kolczykach pasma sutaszu oplatają niebieskie agaty brazylijskie. Tył wykończyłam koralikami Toho w rozmiarach 11/0 i 15/0 oraz koralikami Super Duo.


   Z okazji niedawnych mikołajków i czasu przedświątecznego zrobiłam sobie prezent - nowy aparat fotograficzny. W starym wysłużonym Nikonie wyłamała się klapka i żeby zapobiec wypadaniu baterii musiałam dobrze zaklejać ją taśmą klejącą, a czasem jeszcze dodatkowo przytrzymywać. Zdecydowanie utrudniało mi to wykonywanie dobrej jakości fotografii. 
A to zdjęcie zrobione już nowym aparatem. Na razie jeszcze go testuję i uczę obsługiwać, ale mam nadzieję, że wkrótce będę mogła pokazywać zdjęcia jak najlepiej oddające czar robionej przeze mnie biżuterii.





niedziela, 6 grudnia 2015

Grudniowe wisiorki.

   Ostatnio zauważyłam, że wśród biżuterii, którą robię dominują bransoletki i kolczyki. W sumie, nie jest to takie dziwne, wszak to podstawowe dodatki do kobiecego stroju. Pomyślałam, że dobrze by było przyozdobić czasem czymś nowym też szyję ;)

   Wykonałam trzy wisiorki - dwa koralikowe, trzeci z sutaszu.

   Pierwszy z nich to koralikowa kubeczka z szklanych perełek, różowych jadeitów i bladoróżowych koralików Toho. Kojarzy mi się ze słodkim cukiereczkiem.


   Drugi to rozeta utkana z koralików Superdo, Fire Polish, Toho i szklanych kryształków w kolorze złota.

   Trzeci wisior składa się z czerwonego koralu oplecionego srebrnymi pasmami sutaszu metalizowanego. Całość zawieszona na bazie typu struna.







środa, 25 listopada 2015

Cyrkoniowy zawrót głowy

   Po prezentacji cyrkoniowej bransoletki w stylu Art Deco wiele osób pytało mnie o możliwość wykonania bransoletki z zapięciem. Rozumiem, to nie każdy lubi luźno otaczające nadgarstek bransoletki, w sumie sama do tej grupy należę, więc podjęłam się wyzwania i zmodyfikowałam wzór prezentowany w poprzednim poście. W efekcie powstały dwie bransoletki - jedna czarna z przeźroczystymi cyrkoniami, a druga złota z kryształkami w kolorze mięty.




   Przy okazji uzupełniłam swoje zapasy taśm cyrkoniowych. Jeszcze nie wiem co z nich powstanie. Być może kolejne bransoletki ;)